poniedziałek, 1 lipca 2013

La La La La.

Daniel Joseph Wagner 
Teraz idzie do klasy 12 ~ Jeszcze 17 lat, Urodzony 18 lipca w Naperville, IL ~  Za raz po kapitanie najlepszy w składzie pływackim ~ Lubi różnego rodzaju aktywności sportowe ~ Uczy się bardzo dobrze ~ Mieszka u babci ~ Główną formą przemieszczania się przez miasto jest jazda na rowerze, deskorolce i opcjonalnie motocyklem(który dopiero zamierza sobie kupić) ~ Biseksualista- uważa się za takiego, jeszcze chłopaka nie miał. 
 Daniel jest wysoki, mierzy bowiem sto osiemdziesiąt sześć i pół centymetrów wzrostu. Ma gęste, ciemnobrązowe, naturalnie kręcone włosy, które w jasnym nasłonecznieniu wydają się znacznie jaśniejsze niż w rzeczywistości. Jako (prawie) osiemnastolatek nie narzeka na ilość zarostu ponieważ od samego początku rozpoczął golenie się i szczerze mówiąc- bardzo mu to pasuje. Oczy ma niebiesko-szare, które zazwyczaj są bez wyrazu, a jego wąskie wargi sprawiają wrażenie, jakby ich właściciel nie potrafił, a może i nawet nie chciał się uśmiechać, co raczej nie ima się prawdy. 
 Ubiera się raczej w swoim stylu, który raczej nie wyróżnia się na tle nowych trendów. Nie jest "hipsterę", jak to się teraz zazwyczaj określa. Sylwetkę ma atletyczną dzięki basenowi i poświęcaniu się na znacznej aktywności sportowej co daje mu niezwykłą frajdę i jest sposobem na odstresowanie i poprawienie humoru. Ma więc zaznaczoną muskulaturę, jest jednak daleki od prezencji typowego kulturysty, nie jest takim nawet w 1/4.

  Jest perfekcjonistą,  nie znosi gdy ktoś się obija. Lenistwo bardzo go drażni, a ludzka głupota doprowadza do... pomińmy. Od innych wymaga, a z siebie stara się wycisnąć ponad sto procent. Swoje emocje ukrywa za żelazną kurtyną i nie jest skory do wylewania swoich emocji przed bogu ducha nieznanemu człowiekowi(chociaż on nawet przed przyjaciółmi się raczej nie otwiera). To złe doświadczenia z przeszłości doprowadziły, że stał się osobą nieufną wobec innych i trzeba przy nim ogromnych pokładów cierpliwości, wyrozumiałości i chęci by cokolwiek znaczącego z niego wykrzesać.
 Nie ma jednak samych złych wad. Jako osoba z historią raczej nieco odbiegającą od życia swoich znajomych- nie narzeka wiedząc, że inni mają gorzej, że może spotkać go coś gorszego niż to z czym się zmaga aktualnie. Nigdy nie jest pewny swoich emocji i podejmowanych decyzji. Uwielbia spędzać czas z innymi, śmiać się, imprezować i trenować. Poznawanie nowych rzeczy należy do jednych z ulubionych form spędzania czasu, dlatego stara się nigdy nie odmawiać, a wręcz nakłaniać do okazania nieznanych mu części świata.

To co zawarte być powinno wcześniej, a jednak nie zostało: 
~ Nie pali papierosów i nie toleruje ich. W ogóle nie jest tolerancyjny uważając, że ludzi takich na świecie nie ma(podając przykład: idziesz miastem po chodniku, krok za krokiem i nagle... Pac... na podeszwie psie odchody i co? Idziesz dalej ciesząc się dniem czy wkurzasz się o to, że ktoś po psie nie potrafi posprzątać?! No właśnie... Ps: Tolerancji nie dzieli się na różne progi, to tak, jakby stwierdzić, że lubię lewą stronę cukierka, a drugiej już nie.
~ Dorabia sobie przy układaniu towaru w magazynie jednej z galerii handlowych.
~ Mieszka z babcią od czwartego roku życia co spowodowane zostało śmiercią obojga rodziców i brata bliźniaka. Zmarli w wyniku zaczadzenia się gazem.
~ Często po treningach na basenie, siłowni, bieganiu czy innej formie aktywności urządza sobie kąpiele w zimnej wodzie z kilkoma kilogramami lodu żeby zahartować swój organizm (co już kilkakrotnie skończyło się leżeniem w szpitalu przez znaczne wychłodzenie), ten jednak się tym nie przejmuje i uznaje, że jest to lepsza forma niż zimne prysznice. (tak, normalnie się kąpie, często dlatego pachnie słodkimi migdałami)

12 komentarzy:

  1. [Witam serdecznie na blogu! Życzę świetnej zabawy.]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Serdecznie Dziękuję za powitanie ;) ]

      Usuń
  2. [Cześć, jakaś ochota i może pomysł na wątek się znajdzie?]

    Laura

    OdpowiedzUsuń
  3. [Aż żałuję, że narobiło mi się kilka wątkowych zaległości. Dobra karta.]
    Lindsay Banch

    OdpowiedzUsuń
  4. [Władca Pierścieni nie odstrasza? Kurde, nie wyszło mi ;<
    Wątek, ciekawa sprawa. Po mieście przemieszczają się rowerem, może załóżmy, że od czasu do czasu spotykają się i wspólnie jeżdżą? Gdziekolwiek, o jakiejkolwiek porze. Niekoniecznie muszą się przyjaźnić, lubić czy nawet rozmawiać ze sobą w szkole. Ot, takie coś :D]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Skoro już mowa o parku, to może moglibyśmy zrobić tak, że Laura zajmowałaby się akurat swoją ośmioletnią kuzynką, bo akurat przyjechała do niej w odwiedziny rodzina, i w ramach tej opieki zabrałby ją do parku na rolki. Laura po prostu by spacerowała, obserwując małą, która w pewnym momencie mogłaby jakoś niefortunnie się o coś potknąć i upaść, co poskutkowałoby tym, że dziewczynka nie mogłaby wstać i najprawdopodobniej skręciła kostkę. Anderson raczej nie odważyłaby się jej nieść na własnych rękach, bo z protezą bałaby się o jakieś przewrócenie się, a że musiałaby ją stąd zabrać to po prostu poprosiłaby kogoś o pomoc. Wiadomo, że tym kimś mógłby być Daniel, który przejeżdżałby tamtędy na rowerze/rolkach/biegłby, cokolwiek. A jako, że akurat jego Laura by znała, to nie bałaby się poprosić o pomoc. A dalej to już by się zobaczyło. Może być?]

    Laura

    OdpowiedzUsuń
  6. [miło słyszeć, nocna wena czasami nachodzi;) wątek jak najbardziej, do głowy przychodzi mi pomysł, że mógłby go stuknąć samochodem. z Danielem wszystko by było w porządku, tylko jakieś tam zadrapania od upadku, bo Stan nie jechałby szybko, z samochodem też, tylko rower by mu uszkodził.
    drugi pomysł, mogliby się spotkać na basenie. Stan trenuje, ale nie bawi się w żadne szkolne drużyny, Daniel zauważyłby że jest dobry i zaczął by go naciągać na dołączenie do drużyny?]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Oho, gdyby nie lista obecności, to pewnie bym zasłonił ja, a nie Administracja, więc zaproponuję wątek. Masz ochotę może?]

    Victor

    OdpowiedzUsuń
  8. Od początku roku szkolnego cała kochana rodzinka usiłowała go namówić na jakieś zajęcia pozalekcyjne. Nigdy nie kreował się na wielkiego outsidera, w Nowym Jorku był dosyć aktywnym działaczek kilku kół przedmiotowych, jednak teraz wiele się zmieniło. Przede wszystkim - poziom, coś nie do przeskoczenia. Ciężko mu było wyobrazić sobie, że z taką samą fascynacją uczęszcza na zajęcia z literatury prowadzone przez nauczyciela angielskiego, jak na te prowadzone przez znanego krytyka i publicystę. Jeśli chodzi o sporty, jeszcze kilka miesięcy temu reprezentował szkołę w pływaniu, jednak tutaj to nie było by już to samo. Prawie skusił się na tenis, jednak nie wytrzymał dłużej niż jedne zajęcia. Może i był rozpieszczonym bachorem, ale trener po prostu nie był wystarczająco dobry, nie jego wina.
    Skończyło się na tym, że w końcu odpuszczali, widząc że nie uda im się zmienić podejścia Stanleya.
    Nie było tak, ze nie lubił na przykład uprawiania sportów. Wręcz odwrotnie. Zwyczajnie nie miał ochoty zapisywania się do żadnych drużyn. Zamiast tego na chwilę obecną regularnie chodził na basen. Pływanie było genialnym sposobem na rozluźnienie, pozbycie się stresu, a przy tym trzymanie formy, która była dla niego dosyć ważna. Jedyną niedogodnością było to, że gdy wchodziła drużyna, musiał się ulotnić, bo zawsze zajmowali wszystkie tory. Kiedy kolejny raz widział, że pierwsze osoby już wchodzą przepłynął tylko ostatnią długość basenu, obiecując sobie,że następnym razem weźmie zegarek ze stoperem. To mógł być dobry czas. Do rozpoczęcia treningu drużyny pozostało jeszcze kilka minut, więc nie zdziwił się widząc kilka osób w szatni, Powoli zaczynała być to już rutyna.

    OdpowiedzUsuń
  9. Odwiedziny rodziny były przyjemną odmianą, bo choć lubiła spędzać czas z matką, z którą mieszkała to miło było czasem zamienić kilka zdań z kimś innym ze swoich krewnych, albo bratem, który czasami przyjeżdżał w odwiedziny, bo trzy lata temu wyprowadził się z rodzinnego domu. Niczym zaskakującym nie była więc jej radość, kiedy przez okno w kuchni dostrzegła wchodzących na podwórze gości wraz z ośmioletnią dziewczynką z szerokim uśmiechem na twarzy, który spowodował że taki sam instynktownie pojawił się i na twarzy Anderson. Momentalnie podniosła się z krzesła, kiedy po pomieszczeniu rozległ się dźwięk dzwonka i podeszła do drzwi, które następnie otwarła, by zaprosić do środka przybyłych gości. Przywitała się z każdym z osobna i zapraszając ich do środka, zawołała matkę siedzącą gdzieś na tyłach ich domy, która następnie zabrała się za przygotowywanie kawy, ewentualnie herbaty, przy okazji prosząc córkę, by ta pokroił za nią upieczony placek. Po uprzednim wypiciu herbaty i krótkiej pogawędce z wujostwem wstała od stołu, zabierając ze sobą Susie i wyszła z nią na zewnątrz. Naprawdę lubiła zajmować się kuzynką, która nie dość, że była naprawdę pozytywnym dzieciakiem to jeszcze nad wyraz spokojnym i nie sprawiającym większych problemów.
    - Co powiesz na rolki? - spytała, spoglądając na małą. Nie zajmowała się nią pierwszy raz to też wiedziała, że dziewczynka naprawdę lubi jazdę na rolkach i w dodatku jest w tym całkiem dobra, w przeciwieństwie do Laury, która jeszcze przed wypadkiem nie była w tym najlepsza, najwidoczniej nie miało do tego smykałki. Tak bywa. Uśmiechnęła się lekko słysząc entuzjazm w odpowiedzi kuzynki, po czym skierowała się do małego pomieszczenia, w którym znajdowały się przeróżne rzeczy wraz z rolkami, których zazwyczaj używała Susie. - Proszę bardzo – rzuciła, stając przed swoją towarzyszką i podając jej jedną, a następnie drugą z rolek. W międzyczasie poinformowała jeszcze rodzicielkę o tym, dokąd się wybierają, by następnie opuścić teren domu i skierować się w stronę parku. Obserwowanie szatynki w pewien sposób sprawiało jej radość, bo naprawdę miło było popatrzeć jak na jej twarzy wymalowany jest szeroki uśmiech, którym po prostu zarażała innych, w tym samą Laurę. Podczas spaceru zatrzymały się jeszcze przy budce z watą cukrową, którą zjadły na jednym z pobliskich ławeczek. Co prawda, w przypadku Susie nastąpiło to znacznie szybciej, najwidoczniej bardzo ciągnęło ją do dalszego jeżdżenia na rolkach, zaś Anderson dokańczając swoją słodkość uważnie obserwowała poczynania dziewczynki. I pewnie bez większego powodu nie wyrzuciłaby jeszcze całkiem sporej ilości waty do kosza, gdyby nie jakaś poważna sytuacja, a taka właśnie miała miejsce: szatynka niefortunnie musiała się o coś potknąć, by następnie wylądować na ziemi. I gdyby tylko na wylądowaniu na ziemi i zdarciu sobie skóry na dłoniach się skończyło, to nie byłoby jeszcze tak źle. Niestety, mała nie mogła się podnieść ze względu na ból towarzyszący jej kostce. Blondynka nieco szybciej niż zwykle podeszła do niej i z troską wypytała się chyba o wszystko, o co tylko można, przy okazji zdjęła również jedną z rolek z bolącej nogi szatynki. I gdyby nie proteza już dawno niosłaby ją na rękach do domu, ale nie czuła się na tyle pewnie, by tego dokonać, dlatego rozejrzała się dookoła i dostrzegając jadącą na rowerze postać znanego jej chłopaka, poprosiła kuzynkę by chwilę na nią poczekała, a sama kierowała się w stronę kolegi.
    - Daniel, Daniel – zawołała, by zwrócić na niego swoją uwagę, coby przypadkiem nie odjechał w zupełnie innym kierunku. Kiedy znalazła się tuż obok niego od razu przeszła do rzeczy. - Słuchaj, kuzynka się przewróciła na rolkach, coś jest chyba nie tak z jej kostką, bo nie może wstać i byłabym ogromnie wdzięczna jakbyś mi pomógł zanieść ją do domu, naprawdę będę wdzięczna – rzuciła i uśmiechnęła się lekko w jego stronę. Miała nadzieję, że nie odmówi.

    Laura

    [Może być? I zapomniałam wcześniej dodać, że wizerunek w karcie mi się podoba (pewnie dlatego, że akurat tę postać w Teen Wolfie lubię).]

    OdpowiedzUsuń
  10. [Okej, to na początek może tak... Znają się, całkiem nieźle, ale bez szału. A wątek moglibyśmy osadzić bez zobowiązań, na jakiejś imprezie piątkowej. Nieźle sobie popiją i tak dalej. Sorki, nic lepszego nie wymyśle, późno się robi.]

    Victor

    OdpowiedzUsuń
  11. [Cześć; pewnie, ochota jest zawsze. Mam nawet jakiś pierwszy, niemrawy pomysł: skoro Jay i Daniel są razem w drużynie pływackiej to, co ty na to, by ich obecność na basenie po godzinach umknęła uwadze i przez przypadek zostaliby zamknięci na terenie szkoły, co skończyłoby się potrzebą czmychnięcia przed woźnym (czy kimkolwiek innym)? To taka luźna propozycja, jak masz coś innego to śmiało pisz (:

    Jaylen

    OdpowiedzUsuń